sobota, 9 kwietnia 2011

W butach przez życie

Życie ludzkie jest w jakiś sposób intrygujące i w jakiś sposób beznadziejne. Nie to, że twierdze, że nie ma sensu. Życie jest, było i miejmy nadzieję, że zawsze będzie. Myślę raczej o tym jakby spojrzeć na życie ogólnie. Nie na indywidualne jednostki, nie na to jak komu się wiedzie, jak kto żyje, czy szybko, czy wolno, czy biednie lub bogato.

Rodzimy się, spędzamy dzieciństwo radośnie lub mniej, dorastamy, poznajemy wartości świata, buntujemy się czasami, uczymy się, uczymy się więcej, pracujemy, zakładamy rodzinę, starzejemy się, idziemy na emeryturę, aż wreszcie pewnego dnia umieramy. Rodzimy się po to by umrzeć. Czy to nie jest jakieś takie zaprzeczenie samo w sobie? Coś dawać, żeby później móc to odebrać. Rozumiem to, że w czasie życia dajemy ludzkości coś z siebie lub też nie, dajemy nowe życie, lub też nie i że właściwie na tym polega to całe "przeżycie" do śmierci.

Nasza egzystencja wydaje mi się błaha. Jakby była zwyczajnie jakimś żartem tylko a nie czymś ważnym. Robimy z życia coś ważnego, bo prawdopodobnie mamy je tylko jedno. Ale skąd wiedzieć jak je dobrze przeżyć? Kto dobrze przeżywa to życie? Ten co pnie się do góry po szczeblach kariery w biurze, ten co w kamieniołomach pracuje, czy ten co to ma wszystko gdzieś i jako włóczykij zmierza przez świat. Który ze sposobów życia jest tym odpowiednim… No bo jeśli myśleć o tym, że po tym życiu nic nie ma, jakaś pustka, że znikamy i koniec, to chciałoby się to życie jakoś godnie przeżyć, jakoś dobrze, odpowiednio, żeby spróbować i poznać jak najwięcej, żeby ci co nas będą wspominać myśleli o nas jak najlepiej, bo my nie będziemy już nic myśleć. A może właśnie jak jest pustka po śmierci to mieć wszystko gdzieś? Bo przecież nie będziemy żałować tego jak przeżyliśmy życie… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz