czyli o tym dlaczego świat jest taki szary, kobiety wolą pracować, a mężczyźni siedzieć w domu - jednym słowem o tym jak świat się wywrócił i poszedł na przód.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Nieświadomość
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Równouprawnienie i obowiązki
Ostatnio często się zastanawiam nad pewnym zjawiskiem. Dawniej, zanim jeszcze równouprawnienie było aż tak rozpowszechnione i aż tak wpływało na wszystkich, kobiety zajmowały się domem, a mężczyźni utrzymywaniem swych kobiet i domu. Co się zmieniło? Rozumiem, że weszło równouprawnienie na którzy jedni narzekają a inni się z niego cieszą no ale żeby świat zaczął babieć tam gdzie nie trzeba?
Kiedyś zajmowałyśmy się tylko domem i dziećmi. Była to kupa roboty i kupa odpowiedzialności. Mężowie chodzili do pracy i zarabiali kasę na nasze utrzymanie, wracali do czystego, zadbanego i ciepłego domu, gdzie czekała na nich kolacja. Myśleli o wszystkich rozliczeniach i innych ważnych rzeczach jak naprawy i cała reszta męskich rzeczy. A teraz? Kobiety mają jeszcze więcej roboty. Zdarza się, że zajmują się i domem, i dziećmi i jeszcze do pracy muszą chodzić... O co chodzi?! Co to się niby porobiło? Kobiety harują jak woły, mężczyźni idą do pracy, wracają i są taaacy zmęczeni, że już na nic siły nie mają a już tym bardziej na pamiętanie o rachunkach czy jakiś naprawach. Chyba nie od tego miało być równouprawnienie, żeby mężczyźni mogli zapomnieć o swoich obowiązkach i o tym gdzie jest ich miejsce... Miło nam kobietom chyba jest, że mamy takie same prawa (teoretycznie) jak mężczyźni do głosowania, pracy i innych takich rzeczy, ale co z tymi kobietami, które wolałyby jednak być kurami domowymi? Wyjdzie taka za mąż za zbabiałego faceta bez poczucia jakiegokolwiek obowiązku i co? I będzie się męczyć do końca życia i jak ten wół na roli tyrać cały dzień, bo mąż nie czuje żadnej potrzeby o to żeby zadbać o swoją żonę. Przecież ona wszystko załatwi i o wszystkim będzie pamiętać, prawda?
Otóż drodzy Panowie, weźcie się w końcu w garść i pamiętajcie o swoich obowiązkach, bo jak nas będziecie tak wykorzystywać to żadnej korzyści z nas mieć nie będziecie...
A my dziwimy się skąd nagle tyle rozwodów... Nic dziwnego jak takie podejście ludzkości jest.
Skoro równouprawnienie, to wiadomo, że Panowie mogą zajmować się "kobiecymi" obowiązkami tak jak kobiety "męskimi", ale skoro już mają się nimi zajmować to nie wybiórczo bo na to akurat mają ochotę a kobieta zrobi resztę bo znów z nas kobiet robi się przysłowiowe woły.
Na co ten świat zszedł, żeby to kobieta musiała myśleć o wszystkim...
Najgorsze jest chyba to, że my na to pozwalamy. Ale jak mamy nie pozwalać, skoro wraca taka spracowana kobieta do domu, licząc na obiad i posprzątane gniazdko bo przecież mąż w domu siedzi i się nim zajmuje i co kobieta zastaje? Nic. Nie ma porządku nie ma jedzenia. Więc co kobieta musi zrobić? Musi zrobić sobie sama, albo przypomnieć się mężczyźnie że coś było do zrobienia. A jak się przypomina to co najczęściej jest? Krzyki i kłótnia, a potem ciągłe narzekania, że małżeństwo nie wychodzi, że to że tamto...
KOBIETY i MĘŻCZYŹNI zastanówcie no się w końcu co wy ze sobą robicie i jak to robicie... Toż to paranoja.
Swoją drogą wracając do zajęć damskich i męskich. Które to które? Bo w tej chwili ta granica jakoś się zatarła... Czy naprawa zatkanego kranu jest damską rzeczą czy męską? Wiadomo, że kobieta w dzisiejszych czasach z leniwymi mężczyznami musi umieć zadbać o siebie no ale proooszęęę... Sprawy napraw, dźwigania ciężarów, chodzenia do ciemnej brudnej piwnicy, czyszczenia tego co jest najbrudniejsze i wiąże się ściśle z jakimiś pająkami i innym robactwem, chyba nadal powinno należeć jednak do przydziału męskiego. Kobiety powinny umieć prać i gotować, ale żeby nosić szafę po schodach?
Bądź co bądź równouprawnienie przyniosło wiele korzyści, ale ostatnio dochodzę do wniosku, że przyniosło też wiele strat. Moralnych.
Wiem jedno. U mnie w domu równouprawnienia praktycznie nie będzie. Facet ma być facetem, męskim, zadbanym, przystojnym, wysportowanym, potrafiącym majsterkować, naprawiać, dźwigać, sklejać, przepychać, doczyszczać, kalkulować finanse, bronić, przytulać i pocieszać, a kobieta kobietą, piękną, delikatną, sexowną, potrafiącą dobrze gotować, piec, prać, cerować, szyć, zamiatać, odkurzać i myć podłogę.
piątek, 17 lutego 2012
Natura, natura, natura
Żyjemy sobie tak w naszych domkach, w naszych miastach, w naszych krajach, na naszych kontynentach, na naszej Ziemi... Pomine fakt że uważamy wszystko za nasze, chociaż naszym nie jest. Ostatnio zauważyłam, że nie mamy w ogóle poszanowania dla natury. Mamy generalnie w dupie wszystko to co utrzymuje nas przy życiu i co to życie nam dało. Wyśmiewamy się z Zielonych bo zachowują się jak nawiedzeni broniąc jakiś tam drzew, jezior, łąk, lasów itd. Zaczełam się jednak zastanawiać nad tym czy przypadkiem to nie my zachowujemy się jak obłąkani niszcząc lasy, dzięki którym oddychamy, wyrzucając śmieci do strumyków, z których później pijemy, zanieczyszczamy powietrze, bez którego przecież nie możemy żyć. Mam wrażenie że to jednak my jesteśmy stuknięci. Codziennie powoli każdy z nas przyczynia się do swojego własnego samobójstwa. Zastanawiam się ile osób żyje z tą świadomością i stara się cokolwiek z tym zrobić nawet poprzez najprostrze rzeczy jak segregowanie śmieci, oszczedzanie wody i światła, urzywanie i jedzenie odpowiednich produktów, ograniczanie jeżdżenia autem itd... Najdziwniejsze jest to, że zazwyczaj tymi osobami, które starają sie cokolwiek z tym zrobić są Ci z nas którzy nie mają zbyt dużo kasy, a Ci którzy mogliby sobie pozwolić na zakończenie powolnego bolesnego samobójstwa naszej planety, nawet nie zwracają naszej uwagi. Co za głupota totalna. Jesteśmy chyba jedynym gatunkiem, który pomimo świadomości o tym tak prężnie chce wszystko zniszczyć. Osobiście tego nie rozumiem. Jak tylko pomyślalam o tym co się dzieje, staram się nie śmiecić, segregować, krócej się kąpać, zdrowiej jeść, więcej chodzić, nawet mam butelkę z filtrem dzieki czemu nie kupuje wody w plastikach...
Jesteśmy głupi.
Masakrycznie głupi.