poniedziałek, 5 września 2011

Decyzje, decyzjusie i DECYZYSKA

Decyzja.

W życiu podejmujemy wiele decyzji. Tysiące decyzji... Jedne są lepsze, drugie gorsze, inne genialne lub okazują się totalną porażką. I zawsze trzeba je podejmować nie w porę. Tzn nam się wydaje że nie w porę. I siedzimy i myślimy. I się zadręczamy. Dlaczego tak jest, że niektóre przychodzą szybko i łatwo a inne tak strasznie ciężko. Dlaczego o wszystkim nie możemy decydować w miarę szybko. Np tak jak wybierając bułki. Grahamki czy kajzerki? Bah! Grahamki. O a może kajzerki? Przecież gdybyśmy o wszystkim mieli decydować rozmyślając co będzie gdy a co jeśli, to w sklepach stalibyśmy kilkakrotnie dłużej niż stoimy. Jak to jest, że czasami idąc właśnie do sklepu, bierzemy z niego tak jak leci nie patrząc na cenę, skład czy coś, a czasami stoimy długimi minutami i patrzymy na produkty zastanawiając się który będzie najlepszy z tych co są na półce. W końcu podejmujemy jakąś decyzję i lecimy dalej. Najwyżej będzie niestrawność lub przytyjemy kilogram.

Wszystko niby takie łatwe, ale czemu niektóre decyzje tak ciężko podjąć? Np te co zrobić dalej w życiu? Wybrać tę pracę czy tą drugą? Lepsze warunki finansowe i mało ambitna i ciekawa praca, czy może lepiej gorsze warunki finansowe ale jednak ciekawa i interesująca praca? I myślimy, myślimy, myślimy... bla bla bla... Mózg normalnie pęka od tych decyzji jakie podejmujemy.

Najgorzej jednak jest jak się nie wie czego się chce dokładnie. Oj wtedy to masakra. Masło czy margaryna? Makaron babuni czy z pszenicy durum? Krem nawilżający czy ujędrniający? Praca czy studia? 5 lat psychologii czy 3 lata pedagogiki? Zostać seksuologiem czy managerem w sklepie?

Życie daje w tej chwili tyyyle możliwości, tyle wyborów, daje nam tyle decyzji do podjęcia, że nasz mózg niezauważalnie się od nich spala. Zaprzątamy sobie bez sensu głowę sprawami, które można by było podjąć szybko i bezboleśnie. Kiedyś na półkach w sklepie były dwa może trzy rodzaje mleka. Teraz jest ich z siedem. Kiedyś decydowało się za młodu kim się chce być i do tego się dążyło, albo rodzice wybierali albo życie za nas wybierało. Teraz? Teraz setki szkół prywatnych, studiów policealnych daje nadzieję, że może pójdziemy w jakimś kierunku, a gdy już idziemy w nim, okazuje się, że wcale nie dostaniemy po nim wymarzonej pracy, albo zainteresuje nas jakaś inna nowość na rynku pracy i będziemy chcieli dążyć do niej, a gdy zmienimy ukierunkowanie, w końcu okażę się, że na próżno, bo tylu już pracowników jest w tej tematyce że znajdujemy się gdzieś na zadupiu łańcucha pokarmowego.

Jesteśmy biedni strasznie. A już zwłaszcza osoby, które nie do końca wiedzą czego chcą od życia.

PS. Swoją drogą skąd się biorą takie osoby? Czy to przez to że mają za dużo rzeczy do wybrania w życiu? Za dużą różnorodność jak się jest małym? Może balet? Tennis? Jazda konna? Taniec? Łyżwiarstwo? Może właśnie przez to, że jest za duża różnorodność we wszystkim co nas otacza wyrastają z małych ludzi ludzie którym ciężko jest podejmować decyzje i nie wiedzą co wybrać? Ciekawe...