poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Jesteśmy tym co jemy czyli syfem

Przechodziłam dzisiaj obok McDonalda i tak mi weszło na myśl, że jesteśmy tym, co jemy. Ta fraza to tytuł jakiejś książki o żywności i odpowiednim odżywianiu. Popatrzyłam tak sobie na ludzi w środku. Każda osoba zajadała sie jakimiś hamburgerem albo fryteczkami. Pomyślałam "mniam, ale bym sobie cos takiego zjadła" i wtedy właśnie dokładnie uderzyła mnie powyższa fraza. No, bo w sumie to dużo w tym racji. Każdy z nas zapewne zna jakąś osobę, która jest otyła. Większość osób otyłych wygląda jak wygląda przez siebie, czyli przez to, co zjadła. Tylko mała cząstka tych osób rzeczywiście ma nadwagę z powodu choroby albo jakiś zdrowotnych dolegliwości. Wpieprzamy jak głupki jakieś wszystko, czym nas teraz karmią. Zupki w proszku, sosy instant, ketchupy, gotowe dania, fast foody i inne takie pierdoły. Jemy to i się dziwimy, że nerki siadają za wcześnie, że zawały są w młodym wieku, że cholesterol, że srelol itd... Jak spojrzy się na etykietkę czegokolwiek to wszędzie jest pełno chemii i innych dziwnych zapychaczy. Jemy to, nasz organizm przetwarza i cały syf zostaje w środku. Niby miało to nam polepszyć warunki bytu i ogólnej egzystencji, a tak na dłuższą metę to chyba tylko skraca nam czas...

"Sałatkę poproszę. Tą z łososiem" często słyszy się w jakiś barach i restauracjach. I niby zdrowe to ma być. Nie dość, że warzywa modyfikowane genetycznie (pół biedy) to jeszcze pewnie pryskane chemią i podlewane jakimś moczem lub inną dziwną substancją żeby ładnie wyglądały. Nie wspominając oczywiście o tym, że łosoś wcale nie musi być łososiem.

I wcinamy te chipsy, ciastka, ciasta, mleko, warzywa, sosiki, owoce, i całą inną żywność i nie wiadomo w sumie czy bardziej się trujemy czy bardziej zdrowo jemy.

Np. taka osoba na diecie. Niby wybiera z półek sklepowych to "zdrowe”, bo ma mniej tłuszczu, bo niepryskane skoro ze sklepu ze zdrową żywnością, bo to, bo tamto, ale przecież nasi przodkowie nie znali czegoś takiego jak odtłuszczone mleko, czy sos instant, i żyli sobie jakoś.

Sama już nie wiem, co jest zdrowe a co nie. Uzależnia się nas od małego dziecka od chipsów, ketchupów, słodkich ciasteczek, wafelków, cukierków, rogalików, dziwnego pieczywa, i od dziecka wyrabia się ten taki głupi zwyczaj, że jak się denerwuje to się je i je i je, albo wcina słodkie na poprawę humoru. Fajnie, że naukowcy udowodnili, że czekolada poprawia nastrój, bo ma jakiś magiczny związek, tylko kurczę taka ja dla przykładu, przez to takie przyzwyczajanie (i to wcale nie od małego dziecka, bo jak byłam mała to nawet nie lubiłam słodyczy tylko babcia mi wciskać później zaczęła jakieś bzdety) zamiast wyglądać zdrowo i porządnie, wyglądam jakbym miała sporą nadwagę. A i tak jem ciągle ten piekielny syf, bo tak jest przyjęte w naszej społeczności, ze ten syf się je, a jeśli ktoś nie je to jest dziwny. Chociaż przynajmniej ostatnio zaczęto zwracać uwagę na zdrowy tryb życia. Ale co to za zdrowy tryb życia, gdzie trzeba sobie wszystkiego odmawiać. Bo to za słone, to za tłuste a tamto za słodkie. I ten trend modelkowy, że jak wieszak trzeba wyglądać... W dupsko niech sobie wsadzi te wieszaki ten ktoś, co to ten trend wyglądowy wymyślił. Ani to zdrowe ani ładne. Mimo wszystko jak głupie jedna za drugą przechodzą na diety, żeby za tym trendem gonić.

Jesteśmy tym, co jemy. Ale co mamy jeść w takim razie żeby być zdrowym jak praktycznie wszystko jest nie zdrowe?

Głupota.

Idę pobiegać.
Published with Blogger-droid v1.6.7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz